świecący laptop bo blogerzy

Blogerzy, których łechtam

Wiecie, to tak, jak w życiu. Jak już się staniesz członkiem jakiejś społeczności, to bywasz tu i tam. I od czasu do czasu stykasz się z kimś końcówką.

Bez względu na to, czy jesteś sportowcem, tancerzem, folkowym świrem czy małym chemikiem –  czasem po prostu lubisz pogadać z kimś, kto nadaje na tych samych falach. Między innymi dlatego blogerzy czytają innych blogerów.

Są tacy, których znają wszyscy i od których zaczęła się blogosfera. I są tacy, którzy nas integrują niczym małe dzieci w przedszkolu. I tacy, który lubią, jak się nawzajem smyramy po pleckach. Dlatego właśnie Andrzej Tucholski, jeden z najbardziej poczytnych, przyjemnych gości (nawet wazelinki nie trzeba) stworzył

SHARE WEEK

CZYLI BLOGERZY, KTÓRYCH ŁECHTAM

 

W zabawie nie chodzi o to, kto lepiej pisze, kto ma większe zasięgi albo więcej fanów. Wszystko rozbija się o to, kogo lubię. W tym wypadku tylko czytać, bo się nie znamy. Czasem się pofatyguję i im coś skomentuję. Ale nie to jest sednem. Sęk w tym, że te blogi polecam z czystym sumieniem jako godne zajęcia miejsca w Waszych zakładkach zaraz obok mojego.

1. Słowo na ławę

Asia. Asia jest ruda i pięknie pisze. Chociaż pisanie to za mało – ona maluje słowami. Melancholijnie, emocjonalnie, czasem o rzeczach, o których nikt normalny nie pisze. Lubię ją, bo nie ma przerostu formy nad treścią. Proza, a jednak poezja. Jakby ktoś coś, to można zobaczyć. Czyta się jak piękną książkę. Ja się wzruszam.

2. Wróbel w garści

Kasia jedzie na moich romantycznych uczuciach. Najbardziej lubię u niej wiersze. Ale nie dajcie się zwieść – to nie są zwykłe wiersze na miarę „Trenów” Kochanowskiego. To wiersze o kebsach, kruszonkach i pączkach, czyli o tym, co dla ludzi najważniejsze. Kasia udowadnia, że wcale nie trzeba napierdalać trzynastozgłoskowca o tęsknocie za ojczyzną, żeby oddać pewne uczucia. Gimnazjaliści byliby zachwyceni. Te teksty nie-poetyckie też ma fajne. Lekkie, przyjemne. Charakterystyczne.

And last, but not least…

3. PowerPumpingDad

Nigdy bym nie pomyślała, że ktoś, kto pisze o wychowywaniu dzieci, może mnie zainteresować. A jednak Andrzejowi się to udało. Nawet jak wpisów o dzieciach (brr) nie mam ochoty czytać, to gdzieś między jednym wzdrygnięciem a drugim odpalam nowe i łapię jeden tekst po drugim. O wszystkim pisze w tak pełen humoru sposób, że ten blog po prostu sam się czyta. To jest sztuka – napisać poradnik o zakupie sedesu tak, co by czytelnik z zapartym tchem śledził zdanie po zdaniu. To taki rodzaj twórczości, która już graniczy z absurdem. Sążnie popierdolony, mięsisty, zabawny. Dostał ode mnie lajka na fejsie, bo lubię takich ludzi.

Troje Wam wystarczy. Jak poszperacie, to znajdziecie pewnie milion innych, równie dobrych / zabawnych / mądrych / pomocnych / uroczych.

Zajrzyjcie, sprawdźcie, zaprzyjaźnijcie się, może spłynie na Was inspiracja i sami zaczniecie pisać bloga.

Bawcie się dobrze, a ja idę jeść orzeszki.

8 thoughts on “Blogerzy, których łechtam

  1. Połechtana bardzo! <3 Przemiłe zaskoczenie. Rzadko kiedy brakuje mi słów, ale dziś jest ta chwila, więc napiszę tylko, że kiedy zakładałam bloga, powiedziałam, że jeśli uda mi się wzruszyć chociaż jedną osobę swoim pisaniem, to będzie dla mnie sukces. Dzięki Tobie czuję się dziś człowiekiem sukcesu. Dziękuję.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *